Pierwszy miesiąc na studiach-moje wrażenia

by - 10/30/2016


Hej!
W pierwszym poście wspominałam, że jestem świeżo upieczoną studentką. Dziś rozwinę trochę temat moich studiów i tego jak minął mi pierwszy miesiąc na uczelni.

Przede wszystkim chciałabym zaznaczyć, że studiuję chemię zamiast robić "gap year". Stwierdziłam, że lepiej będzie zorganizować się w sytuacji kiedy będę miała więcej zajęć (paradoksalnie), a także studiując chemię rozwinę pewne umiejętności, które przydadzą mi się na przyszłorocznej maturze. No tak, zamierzam zdawać maturę po raz kolejny. Dużo osób podejmuje taką decyzję od razu po wynikach, ale w październiku, po rozpoczęciu swojego kierunku zmienia zdanie. Myślałam, że tak może być i w moim przypadku, ale niestety wyobrażenie o tym konkretnym kierunku minęło się z tym jak jest w rzeczywistości. Więc przez ten miesiąc na studiach upewniłam się tylko w przekonaniu, że maturę chcę poprawiać na 100%.

Nie ukrywam, pierwszy miesiąc jest... dziwny. Raz jest lepiej, raz jest gorzej. Całe życie marzyłam tylko o tym, żeby wyprowadzić się do dużego miasta i zacząć nowe życie, a kiedy to się stało uderzyłam dość mocno w ziemię dla otrzeźwienia. Mam kolokwia minimum 2 razy w tygodniu, sporo prac domowych i w sumie poza tym nie mam życia. Kiedy przychodzi mój weekend pakuję się i jadę na busa, żeby tylko szybko znaleźć się w moim rodzinnym mieście. Aha, no właśnie. Nienawidziłam go całe życie, a teraz nie ma nic wspanialszego niż znaleźć się we własnym łóżku. I moje rozczarowanie może wynikać z tego, że nie jestem (jeszcze) na wymarzonym kierunku, jednak myślę, że inne moje spostrzeżenia mogą dotyczyć wielu z nowych studentów.

Moje rodzinne miasto jest dość małe, jest tu około 15 tysięcy mieszkańców. Kiedy przeprowadzałam się do Łodzi, która jest oddalona od mojego miasta jakieś 40km, nie zdawałam sobie sprawy, że życie tam może być tak męczące. Przede wszystkim najwięcej czasu tracę na dojazdy. Żeby dostać się na uczelnię muszę wyjść jakieś 40 minut przed zajęciami, oczywiście dostosować się do godziny odjazdu autobusu (i w tym momencie dziękuję Bogu, za apkę jakdojade.pl- ratuje mi życie o każdej porze dnia i nocy), wziąć pod uwagę korki, to, że pewnie spędzę więcej czasu stojąc w oczekiwaniu na zielone światło na przejściu dla pieszych niż zajmie mi cała podróż na uczelnię. Trzeba być mistrzem organizacji, żeby to wszystko jakoś ogarnąć. A jednak nawet zwykły, nieogarnięty człowiek jakoś musi sobie poradzić. Do tego, czasem brakuje czasu, aby zjeść. I właśnie w tym momencie zdajesz sobie sprawę, że chyba coś jest nie tak z Twoją organizacją.

Kiedy wracam wieczorem z zajęć, do zrobienia jest zazwyczaj jeszcze milion rzeczy. A ja już nie mam siły. W planach miałam iść na siłownię, regularnie się uczyć i poszukać kursów i innych rzeczy, które pomogą mi się rozwijać. A nie mam nawet czasu zrobić treningu w domu. Ciężko się po prostu przyzwyczaić do ciągłego szumu i tempa życia w tak dużym mieście. Cały tydzień mija na bieganiu w tę i z powrotem po mieście, a kiedy już znajdziesz się w swoim łóżku, najchętniej byś z niego nie wychodził.

Tak właśnie wyglądał mój pierwszy miesiąc na studiach. Pocieszam się, że teraz będzie już tylko łatwiej ;)
Buziaki,
Weronika.

You May Also Like

2 komentarze

  1. Pierwszy miesiąc jest ciężki, przechodzę go po raz drugi i wiem co to znaczy, ale poczatek jest najgorszy potem trochę łatwiej ogarnać czas na wszystko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z dnia na dzień w sumie jest coraz lepiej, czuję się na uczelni już bardziej "domowo" :D W takim razie, życzę powodzenia i samych sukcesów na studiach! ;)

      Usuń